Mój pierwszy Woodstock...
W pierwszy weekend sierpnia jak co roku (wiem, wiem że nie zawsze w pierwszy weekend-ale chciałem ładnie zacząć;) )w Kostrzynie nad Odrą odbył się Przystanek Woodstock. Młodzież z całej Polski (i nie tylko) po raz 17 udała się na zaproszenie Jurka Owsiaka aby bawić się na jednym z najpiękniejszych festiwali na Świecie.
Jako że w tym roku otrzymałem bardzo korzystny grafik na sierpień postanowiłem i ja pierwszy raz pojawić się na Przystanku.
Wyruszyłem już w środę o 9 rano z dworca Łódź Żabieniec. Jak to ja zawsze staram się w dane miejsce dojechać jak najtaniej, tak i w przypadku tego wyjazdu zakupiłem Regiokarnet i ruszyłem w drogę. Teoretycznie po drodze miałem mieć 3 przesiadki- w Kutnie, Poznaniu i Krzyżu. Do miejscowości Krzyż wszystko szło nie najgorzej. Oczywiście opóźnienie było około 60 minut już w miejscowości Krzyż ale to jeszcze dało się przeżyć. W Krzyżu miałem mieć przesiadkę na pociąg bezpośredni już do Kostrzyna. Jakież było zdziwienie około 200 osób które chciało do pociągu wsiąść którzy po wejściu na peron zobaczyli że pociąg jest już zapchany w 200 %, i nie wsiadł NIKT!Zapytaliśmy konduktora: -Macie zamiar dostawić wagony? – Dzwoniłem do kierownictwa i powiedzieli że nie ma takiej potrzeby- odpowiedział:).
Następny pociąg podjechał 4 godziny później! Udało nam się wsiąść do tego pociągu już z nowo poznanymi na dworcu znajomymi z Niemiec oraz z okolic Puław (przy okazji serdecznie was pozdrawiam:) ).Do Kostrzyna dojechałem na 22 (ruszyłem o 9 przypominam). Po dotarciu na pole na którym odbywał się przystanek, czekała już koleżanka Ania z którą rozbiłem się razem z naszymi nowymi znajomymi.
Czwartek:
Ten dzień rozpoczął się wcześnie rano ponieważ chciałem chłonąć każdą chwile z życia festiwalu, zobaczyć i przeżyć jak najwięcej. Jednak ten dzień rozpoczął się od wizyty…w Lidlu, około 3 km od pola namiotowego w wiadomym celu:D.
Po powrocie wędrowaliśmy z Anią po wielu namiotach gdzie odbywały się m.in warsztaty kabaretowe, teatralne, w ASP trwały spotkania z gośmi m.in z Bartkiem Węglarczykiem. O 14 w ASP odbył się…ślub cywilny:D.O 15 ruszyliśmy pod główną scenę gdzie Jurek Owsiak z orędziem do narodu otworzył 17 Przystanek Woodstock. Na przywitanie odbył się super pokaz lotniczy podajże przez Siły Powietrzne czy jakoś tak:D. Na początek muzycznej strony Festiwalu odbył się koncert grupy Plateau i gości. Jest to grupa która powstała aby odnowić twórczość Marka Grechuty i śpiewa jego kawałki- całkiem przyjemny zespół. Po szybkim obiedzie rozdzieliliśmy się z Anią i ja ruszyłem w stronę Sceny Folkowej gdzie zagrały m.in Bubliczki, Chwila Nieuwagi i rewelacyjny koncert dala grupa Podoba Mi Się. Po koncercie ostatniego z wymienionych zespołów zajrzałem na chwile do namiotu himalajskiego gdzie odbywała się prelekcja chłopaków z Łodzi- :Long Walk Expedition- pewnie większość z was o tym słyszała. Na zakończenie pierwszego wieczoru ruszyłem pod kino polowe, gdzie przez 3 dni odbywały się pokazy ciekawych filmów organizowane przez…Łódzkie Kino Cytryna. Całkiem dobrze Cytrynka poradziła sobie z organizacją i pierwszego wieczoru zobaczyłem film „Chrzest” (gorąco polecam). Po północy mocno zmęczony ale zadowolony z wrażeń pierwszego dnia położyłem się spać.
Piątek:
Piątek rozpoczął się od bardzo ciekawych spotkań w ASP. Pierwszym gościem był prezes NBP Marek Belka- bardzo ciekawa osobistość, widać że umiejąca rozmawiać z młodzieżą i dyskusja była bardzo ciekawa a także czasami wręcz kłótliwa….Po Marku Belce odbyło się spotkanie z Markiem Koterskim- reżyserem m in „Nic śmiesznego”, bardzo konkretnego gościa, z ogromnym poczuciem humoru i podczas spotkania rządził uśmiech;). Na koniec piątkowych spotkań w ASP mieli się spotkać z nami Kinga Baranowska i Piotr Pustelnik. Jak się okazało pojawił się tylko Pustelnik ponieważ Kinga w tym czasie była…w bazie pod K2 (ciekawe trochę też że organizatorzy zapraszając Kinge nie wiedzieli że wtedy atakuje K2, ale może Kinga…późno się zdecydowała:D). Spotkanie z Piotrem Pustelnikiem również przyniosło wiele śmiechu oraz ciekawych górskich i nie tylko opowieści. Wszyscy goście pożegnani byli owacjami na stojąco.
Po spotkaniach w ASP udałym sie do miasteczka Carlsberga gdzie odbywały się mini Mistrzostwa Europy w piłce nożnej- a wyglądało to tak że do turnieju zgłosiło się 16 drużyn, w barwach narodowych swoich krajów (oczywiście byli to Polacy w koszulkach np Szwecji- trzeba dodać nie wszyscy do końca trzeźwi:D)i grali systemem obowiązującym w Mistrzostwach Europy na specjalnie do tego celu ustawionego boiska. Wyglądało to całkiem ciekawie. Wiem tylko że zwycięska drużyna otrzymywała bilety na przyszłoroczne już prawdziwe Mistrzostwa (kto wygrał? nie wiem finał był w sobotę…ale Polska chyba odpadła w ćwierćfinale…).W miasteczku Carlsberga można było również tego dnia obejrzeć wystawiony specjalnie dla Woodstokowiczów prawdziwy Puchar Europy o który za niecały rok będą walczyć nasi- robi wrażenie:).
Po atrakcjach miasteczka Carlsberga, ruszyłem pod scenę gdzie posłuchałem Piotrka Bukartyka i zespołu Apteka i jak zwykle wieczór mój kończył się kinem polowym gdzie tym razem zobaczyłem filmy: „Miasto Ruin”, „Oni szli szarymi Szeregami” oraz „Nic śmiesznego”- tym razem niekoniecznie polecam:D.
Pewnie czytając ten wpis zapytacie czy było zainteresowanie takim kinem polowym- w końcu na Woodstocku rządzi muzyka. Owszem rządzi, ale na projekcjach było naprawdę mnóstwo ludzi, wiem że niektórzy co stali na końcu nawet nie do końca słyszeli….
Sobota:
Sobota to ostatni dzień festiwalu. Rano miałem zamiar jak zwykle ruszyć na ASP na którym od 10 odbywało się spotkanie z dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego Janem Ołdakowskim, ale postanowiłem pójść podładować telefon i w kolejce stałem 2 godziny…Dotarłem dopiero pod ASP na 12 gdzie odbywało się spotkanie z Janem Nowickim i Andrzejem Grabowskim- chyba nie muszę mówić że było wesoło?:D. Po spotkaniu z aktorami miało się odbyć spotkanie z Wojciechem Mannem na które nie ukrywam czekałem- ale niestety pan Wojciech nie dotarł….
Czas zatem było zjeść i ruszyć pod główną scenę. Może kilka słów o jedzeniu- na polu były rozstawione namioty w których można było zjeść m in hot-dogi(9 zł), zapiekanki(8 zł), kebaby(10 zł) czy schabowego (13zł). Jedzenie całkiem dobre, ale czas stania w kolejce – czasami po 1,5 godziny był nie lada sprawdzianem dla cierpliwości.
O 16 pojawiłem się pod sceną główną gdzie ostatni dzień koncertów rozpoczęła Arka Noego. To było coś niesamowitego Ludzie których np jakbym w Łodzi spotkał to bym się wystraszył (Łysi, wytatuowani itp), skakali i bawili się w rytmie „Nie boję się gdy ciemno jest….”, albo „Taki mały, taki duży może świętym być”:D. I właśnie w tym jest chyba magia tego Festiwalu.Po naprawdę fajnym koncercie dzieciaków z Arki na scenę wyszedł Buldog i potem
Enej. Enej dał też bardzo fajny koncert oczywiście porywając publiczność hitem „Radio Hello”. Po koncercie grupy Enej dotarli do nas Kamraci z Łodzi czyli Rafał, Justyna, Adam, Ania i Gosia, Jako że ja byłem tu od 3 dni to zatrudnili mnie trochę jako przewodnika po festiwalu.
Wieczorem odbył się koncert największych gwiazd ( nie dla mnie…) czyli grup Gentelman i The Prodigy- ja wtedy stałem w kolejce po zapiekankeLD, a następnie drzemka przed nocną podróżą. O 2 w nocy po spakowaniu się, pożegnaniu z naszymi nowymi znajomymi ruszyliśmy w stronę dworca w Kostrzynie. To co tam zastaliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.Taka ilość ludzi jaka była na dworcu dała nam do zrozumienia że …raczej nie wejdziemy do pociągu który miał nas zawieźć do Poznania. Tak też się stało….Ustawiliśmy się w pozycjach startowych aby być blisko drzwi, ale gdy pociąg zapowiedzieli, pociąg przejechał obok nas i stanął kilka metrów dalej. Szans na zmieszczenie się nie było.Udało się dopiero do pociągu o 6 rano czyli 2 godziny później. Do Poznania dotarlismy na 10, skąd o 10:50 wsiedliśmy (do dziś niewiem jak…) do pociągu MusicRegio gdzie ściśnięci jak sardynki jechaliśmy 5 godzin do Łodzi. W tym miejscu chciałem „podziękować” PKP za bezpieczne dostarczenie nas do domu. Dlaczego „dostarczenie”? Bo w PKP widze że ostatnio nie robi to znaczenia że ludzie są pakowani do pociągów jak paczki do samochodów przed dostarczeniem, czyli aby jak najwięcej i jeden na drugim…
Podsumowując oprócz bydlęcych wagonów PKP, 17 Przystanek Woodstock oceniam jako jeden z najlepszych festiwali może nie na których byłem bo było ich niewiele, ale z opinii innych najlepszych przynajmniej w Europie. Wiele wydarzeń towarzyszących, spotkania z rewelacyjnymi osobami to wszystko złożyło się na super całość:).
Do zobaczenia za rok
P.S. Przepraszam za chaos w tym tekście, ale chyba właśnie dlatego nigdy nie zostałem dziennikarzem:D